JAK NAUCZYĆ DZIECKO MYŚLENIA?

Nie mogę narzekać na moje dzieci. Ogólnie sa dość samodzielne. Ciekawe świata . Ambitne. Nie zmienia to faktu, że obserwuje  tendencja do rozleniwienia w samodzielnym myśleniu.

Niedziela, poranek. Najważniejsza (czyli moje starsze dziecko) informuje mnie o tym, że jest projekt do zrobienia. Do szkoły. O tym, kto jest dla niej autorytetem.

– Kogo wybrać Mamo?? Babcie, ciocie czy co?- pyta Najważniejsza

– A kto Cię inspiruje? -pytam

– No nie wiem- odpowiada Najważniejsza

– To Ci nie pomogę. Mogę wyjaśnić Ci czym jest autorytet. Mogę Ci wyjaśnić, kto mnie inspiruje. Nie podam Ci jednak gotowej odpowiedzi do Twojego zadania. To ma być TWÓJ autorytet. Sama musisz to dobrze przemyśleć.

– Chryste, zawsze pod górę – słyszę jak pod nosem komentuje temat Najważniejsza.

Ta niby banalna dyskusja, znana poniekąd w wielu domach, zwana „Pomóż Mi w Zadaniu Domowym”, skłoniła mnie do kilku przemyśleń:

 

PO PIERWSZE – NIE WYRĘCZAJ I DAJ DZIECKU TROCHĘ SAMODZIELNOŚCI

Skrupulatnie wybieramy dla dziecka szkołę. Analizujemy rankingi. Zajęcia pozalekcyjne. Czynnie uczestniczymy w wprowadzaniu dziecka w świat edukacji . Kupujemy najlepszy tornister. Ten z profilami, żeby kręgosłup dziecka nie ucierpiał. Ten sam, który potem nosimy za dziecko…

Czasem, gdy przyglądam się niektórym przypadkom arcytroskliwych rodziców – jestem przerażona. Z fajnych,  aktywnych dzieciaków robi się kaleki społeczne. Jasne, że dziecko potrzebuje pomocy rodzica. Oczywiście – należy dziecku pomóc. Oddziel jednak pomoc od wyręczania. Nie ma chyba nic bardziej zabijającego w dziecku kreatywność i rozwój, jak właśnie wyręczanie we wszystkim.

Uwierz. Twój sześciolatek spokojnie uniesie swój tornister. Mało tego – poczuje się samodzielny i „dorosły”. Zauważyłam, że mój sześcioletni syn ma ogromną radość z tej pierwszej, szkolnej  próby „dorosłości”.

Nie wyręczam moich dzieci. Nigdy nie odrabiam za nich zadań domowych. Nawet jeśli rysunek jest koślawy, że aż oczy bolą – to jest ich twórczość własna. Dla mnie nie muszą wszystkiego robić idealnie. Nie muszą być prymusami ( chociaż jako była kujonka życzyłabym sobie :)). Najważniejsze, żeby nauczyli się : samodzielności, kreatywnego myślenia i odpowiedzialności za to, co w życiu robią. Dlatego bardziej niż kaligrafię, cenię sobie grę w szachy :)

Daj Twojemu dziecku przestrzeń do myślenia i działania.

 

PO DRUGIE – NIECH SIĘ POTKNIE, NIECH SIĘ SPRAWDZI

 

Jakie doświadczenia najlepiej pamiętamy w życiu ? Takie, w których zdarzyło się nam potknąć.

Uważam, że nic tak dobrze nie utrwala w pamięci nauki wyniesionej z jakiegoś zdarzenia, jak upadek na tyłek. W odniesieniu do tematu- bynajmniej nie chodzi mi o styl ” Mam to gdzieś, niech  dzieciak robi, co chce”. Bardziej mam na myśli pozwolenie dziecku na potknięcie ale w jakimś stopniu asekurowane przez rodzica. Dla prawidłowego rozwoju dziecka wielkie znaczenie ma umiejętność radzenia sobie z niepowodzeniami. Chroniąc dzieci przed porażkami pozbawiamy je bardzo ważnej życiowej lekcji.

Staram się zawsze informować moje dzieci o konsekwencjach wynikających z różnych działań. Z drugiej strony, pozwalam im się sparzyć. Pamiętam jak dwa lata temu mój syn uparł się jak osioł na to, że będzie pływał bez kółka. Próbowałam wytłumaczyć mu, że jako czterolatek bez umiejętności pływania ma małe szanse na powodzenie wskakując do głębokiej wody. Mój Uparty Osiołek dalej swoje „ale ja chcę pływać!!!””. Ok. Zgodziłam się. Wskoczył. Zachłysnął się wodą. Wyciągnęłam uparciucha z wody. Po chwili dezorientacji i szoku mój syn stwierdził ” na pewno będę tu pływał! Od jutra! A teraz idę do szkoły pływania…”. Kurtyna.

Dzieci potrzebują od rodzica konsekwencji w wychowaniu. Potrzebują ram. Byle nie były zbyt ograniczające. Chroniąc przed wszystkim, nie nauczymy dziecka funkcjonowania w normalnym świecie. Nie zawsze przecież nasze dziecko będzie żyło pod kloszem. Warto więc możliwie wcześnie, małymi krokami, pozostawiać dziecku przestrzeń, w której to życie pozna. I będzie miało świadomość, że jak się upadnie na tyłek to boli. Dosłownie i w przenośni.

Ostatnio przeczytałam świetne felietony Lenore Skenazy, założycielki Free Range Kids, określanej przez  The New York Times mianem „najgorszej matki świata”. Dlaczego tak ją nazwano? Bo w swoich felietonach opisała m.in. jak nauczyła swojego dziewięcioletniego synka samodzielnego powrotu ze szkoły do domu. Metrem. W Nowym Jorku. Amerykańskie media zawrzały. Jak to? Co za wyrodna matka?! i jeszcze się tym chwali?! A niby taka dobra dziennikarka.

Po takiej nagonce postanowiłam zorientować się o co chodzi z tą „wyrodną matką”. Przeczytałam kilka felietonów  i w pełni popieram jej spojrzenie na wychowywanie dzieci. Skenazy opisała w świetny sposób paradoks w obecnych metodach wychowawczych. Z jednej strony, na hasło „dać dzieciom trochę przestrzeni, pozwolić wyjść na podwórko” większość rodziców już się skrzywi. Bo przecież niebezpiecznie. Bo porwania. A teraz jeszcze Syryjczycy. Dziecko niech siedzi bezpiecznie w domu. Albo na zamkniętym placu zabaw, w asyście rodzica krzyczącego ” Brajanku nie biegaj bo się spocisz”. No tak. Brajanek niech grzecznie siedzi na ławeczce, przy mamusi. Z drugiej strony zapytana o swoje dzieciństwo mamusia opowie długą historię o cudownych czasach trzepaka, chowanego i grania do zmierzchu w gumę. Ona cudownie to wspomina. A Brajanek? O nie, Brajankowi nie wolno, bo to takie czasy…Tja. Czasy grozy, pomoru i ciemności.

Natomiast za kilka lat Brajanek stanie w drzwiach do dorosłości i będzie kompletnie antyspołecznym, wyalienowanym młodzieńcem EMO. I padnie pytanie – skąd ta młodzież dziś taka miękka i nieżyciowa? No to zapytajcie mamę Brajanka.

O tym właśnie piszę Skenazy. O tym, że zabieranie dziecku dzieciństwa, podwórkowego chowu, poobijanych kolan na rzecz higienicznego i akuratnego wychowywania w duchu pełnej niesamodzielności nie doprowadzi do happy endu. Wsparcie tak, wyręczanie – nie. Proste.

 

PO TRZECIE – NAUCZ DZIECKO JAK SIĘ UCZYĆ

Przyznam szczerze – zastanawia mnie bardzo obecny poziom oraz program nauczania. Testy, testy i tylko testy? Czytanie lektur w fragmentach? Analiza wiersza oceniana następnie zgodnie z kluczem? Brawo. Jeśli chcemy wychować odmóżdżone społeczeństwo myślące wyłącznie schematami – jesteśmy na świetnej drodze.

Z tego co pamiętam, za moich czasów interpretacja wiersza oparta była na INDYWIDUALNYCH doznaniach czytelnika. Cieszę się, że w szkole nauczono mnie niezależnego myślenia i  argumentowania swojego zdania. Do dziś z korzystam z obu aspektów, z drugiego często w sposób obszerny ;)

W nowoczesnym szkolnictwie, koncentrując się na nauce myślenia analitycznego, zapomniano o najistotniejszym. O tym, żeby wyjaśnić dziecku w jaki sposób powinno przyswajać sobie wiedzę, jakie metody nauki są skuteczne.

Najważniejsze – metoda powinna być dostosowana do indywidualnych predyspozycji dziecka. Przykładowo – jestem wzrokowcem, najlepiej zapamiętuje poprzez czytanie lub dyskusję dydaktyczną. Moja córka zdecydowanie jest słuchowcem i najlepiej zapamiętuje poprzez skojarzenia. Natomiast mój syn jest kinestetykiem i poznawanie najlepiej przychodzi mu poprzez bezpośredni kontakt z zagadnieniem. Jeśli rozgryziesz jakie metody są najskuteczniejsze w przypadku Twojego dziecka, będziesz w stanie pokazać Twojemu dziecku w jaki sposób najłatwiej przyswoić sobie wiedzę. Nie tłumacz dziecku jak Ty to w szkole robiłaś. To nie ma znaczenia, bo Twoje dziecko może zapamiętywać poprzez inne zmysły niż Ty. Poświęć czas i znajdź najlepszą metodę dla Twojego dziecka.

 

PO CZWARTE – SORRY, MUSISZ ZNALEŹĆ CIERPLIWOŚĆ

Nie chodzi mi o źle pojmowany dzieciocentryzm i znoszenie wszystkich odpałów dziecka. Jeśli jednak chcesz przekazać dziecku co jest w życiu najważniejsze, jeśli chcesz nauczyć je myślenia, samodzielności, to musisz zainwestować – czas i cierpliwość. Dzieci nie potrzebują PS4, tylko przewodnika w życiu. Wytyczenia granic zachowania ale jednocześnie systematycznego tłumaczenia skąd się te granice biorą i po co.

Wiem, odpowiadanie na 3527 pytań na moment po tym, jak opuściłaś z dzieckiem szkołę, bywa miażdżące. Wiem, czasem po całym dniu piekiełka w pracy, ogarniania domu, zakupów, zajęć pozalekcyjnych dziecka, masz ochotę odrobić zadanie domowe za dziecko. Bo byłoby szybciej, a tak to już od godziny siedzisz i czekasz aż dziecko dobrnie do zakończenia. Trudno. Zaciśnij zęby i czekaj. Twoje dziecko nie potrzebuje z Twojej strony chuchania i dmuchania. Potrzebuje Twojego czasu. I cierpliwości. I nawet jeśli kolorowanie obrazka zajmuję dziecku wieki, poczekaj.

Mam zasadę ustaloną z moimi dziećmi. Po powrocie do domu mam 30 minut na kawę i reset mojej głowy. Nikt do mnie nic nie mówi, nie przyjmuję skarg ani próśb. Mam chwile na zebranie sił. Za to później poświęcam czas na wysłuchanie w pełnym skupieniu ich wszystkich historii z danego dnia. W pełnym zaangażowaniu. Nie na zasadzie „niby Cię dziecko słucham, a w głowie układam plan zakupów na jutro”. Dzięki temu wiem, które jest w kim zakochane, a która Pani w szkole to zołza. Dzięki temu mam również możliwość, słuchając tych opowieści wyłapać z jakim tematem dziecko ma problem, lub jakie właśnie chce rozwijać zainteresowania. Testy kompetencji w szkole to nie wszystko. Potrzebna jest intuicja rodzica i znajomość własnego dziecka, po to by jak najlepiej pomóc w jego kształtowaniu.

 

PO PIĄTE – NIE ZABIJAJ INDYWIDUALIZMU

Jest granica pomiędzy szanowaniem indywidualności dziecka a brakiem wychowywania i pozwalania na wszystko. Jestem przeciwniczką skrajnego liberalizmu w wychowaniu. Że niby kary są niepedagogiczne? A najlepsza jest filozofia „podążania za dzieckiem”? Nie sądzę.

Nie oznacza to, że wyznaję autorytaryzm. Nic z tych rzeczy. Raczej jestem za tym, żeby nie popadać w skrajności. Dorosły jest od wyznaczania dziecku, co wolno, a czego nie. Kumpli to dziecko ma w szkole, rodzic powinien być przewodnikiem, który kieruje dzieckiem a jednocześnie objaśnia zasady. Dziecko potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Metoda liberalizmu w wychowaniu sprowadza dziecko do roli partnera. Co paradoksalnie powoduje konieczność przejęcia części kierowania i odpowiedzialności przez dziecko, a tym samych odbiera mu poczucie bezpieczeństwa. Po co więc do tego doprowadzać? Wbrew pozorom, dziecko potrzebuje reguł, aby spokojnie funkcjonować w przewidywalnej rzeczywistości.

Z drugiej strony – dziecko też człowiek :) Uwzględniajmy więc w swoich działaniach to, jakie dziecko jest. W zakresie kwestii szkoły – obserwujmy predyspozycje. Umiejętności. Pasje. Inspirujmy dzieci, pokażmy różne możliwości ale jednocześnie jeśli dziecko definitywnie do czegoś się nie nadaje, odpuśćmy czasem.

Edukacja moich dzieci nauczyła mnie właśnie takiego podejścia. Sama, gdy byłam w wieku szkolnym, miałam pełną korbę w zakresie bycia prymuską. Osiem olimpiad z różnych przedmiotów -proszę bardzo. Wściekłość pełna, gdy okazało się, że fizyki nie jestem w stanie przyswoić- absolutna. Umiejętność selekcji, co jest mi potrzebne i w jakim kierunku chcę się rozwijać – zerowa. Oczywiście tego typu podejście zaowocowało pełnym przepaleniem bezpieczników po maturze, kiedy przez miesiąc nie byłam w stanie dojść sama ze sobą do ładu. Oceny na świadectwach- wyśmienite. System nerwowy – wypieprzony w kosmos. Nie o to chyba jednak chodzi…

W przypadku moich dzieci zaakceptowałam, że każde jest inne. Dla mnie nie muszą być najlepsi we wszystkim. Z drugiej strony nie oznacza to, że im odpuszczam. Akceptuje fakt, że mój syn nie znosi pisać i rysować. Ok. Co nie zmienia faktu, że musi ćwiczyć, bo bez pisania w życiu, no cóż, może być piach. Jednocześnie nie mam ciśnienia na to, że musi „dorównać” do innych dzieci w klasie. Ma dojść do poziomu poprawnego. Tyle. Za to robotyka i matma pochłania jego uwagę absolutnie, więc stwarzam mu warunki do rozwoju tych umiejętności.

Zasada jest prosta – w szkole każdy przedmiot musi być ogarnięty w stopniu wystarczającym do dalszej edukacji. Bez dyskusji, czy lubi któreś z nich dany przedmiot, czy nie. Jednocześnie bez ciśnienia na prym. Natomiast zajęcia pozalekcyjne dobieram z pełnym uwzględnianiem predyspozycji. Nie potrzebuję błyszczeć wśród znajomych tym, że moje dziecko uczęszcza na naukę języka chińskiego. Nie realizuje swoich ambicji poprzez dziecko. Natomiast zachęcam ich do spróbowania różnych opcji, w ramach możliwości. Następnie w wyborze tych zajęć uczestniczymy razem – ja i moje dziecko.

 

 

Każdy ma swój model wychowywania. Zwracam Ci tylko uwagę na to, że pewne niby proste i oczywiste aspekty mogą bardzo pomóc w rozwoju samodzielnego myślenia Twojego dziecka.

Jeśli masz jakieś dobre, sprawdzone metody w tym temacie – napisz. Chętnie je opublikujemy :)

 

 

Zdjęcie: Pinterest

 

 


2 Discussions on
“JAK NAUCZYĆ DZIECKO MYŚLENIA?”
  • Świetnie i mądrze napisane… Ja stosuję zasadę podziału zadań w domu na takie, które wybieramy wg. chęci i zainteresowań i takich, które nie podlegają dyskusji. Nie dyskutujemy o chęci, bądź niechęci mycia zębów, odrabianiu lekcji, ale każdy ma prawo wyboru zajęć, posiłków, w czasie wolnym.

Leave A Comment

Your email address will not be published.