NIE ODKŁADAJ MACIERZYŃSTWA NA POTEM! CZYLI JAK ZROBIĆ BEZSENSOWNĄ KAMPANIĘ.

A może zamiast krzykliwego „Nie odkładaj macierzyństwa na potem!” powiedzieć: „Wybierz zgodnie ze sobą, a reszta naszego społeczeństwa niech Ci da święty spokój?”

Od kilku dni mielony jest temat kampanii Fundacji Mamy i Taty.
Ok, rozumiem, że założenie miało być dobre. Jestem mamą, więc powinno być mi tym bardziej bliskie.
Ale, do cholery jasnej, czy nasze społeczeństwo może wreszcie dojrzeć do tolerancji? Może nie każdemu pisane jest bycie rodzicem? Może nie każdy najzwyklej w świecie chce być mamą czy tatą? Czy musimy wszyscy myśleć tak samo, na wzór Proli z książki Orwella? Dlaczego mamy mieć takie same potrzeby, idee i poglądy, nawet w tak szczytnym celu, jak rodzicielstwo?

Bycie mamą jest dla mnie najwyższą wartością. DLA MNIE. Bo ja tak wybrałam. Nie dlatego, że ktoś mnie namówił kampanią z budżetem kilku milionów złotych. Nie dlatego, że zobaczyłam pseudowzruszający spot o tym, że „zdążyłam być na Marsie, zdążyłam wynaleźć szczepionkę na głupotę, nie zdążyłam zostać Mamą”.

Przeczytałam ostatnio świetny wywiad z Ewą Ewart. Na pytanie, czy nie czuje, że dziennikarstwo czegoś ją pozbawiło (oczywiście macierzyństwa, bo cóż innego można insynuować), odpowiedziała: „Dlaczego takich pytań nie zadaje się ludziom, którzy poświęcili się dla rodziny i zakopali swoje talenty w ziemi?”. Wszystko na temat.

Nie hołduję idei odrzucenia macierzyństwa. Wyznaję tolerancję. Szanuję Matkę Polkę, dla przykładu choćby Danutę Wałęsę. Kobietę, która wychowując gromadkę dzieci, wspierała męża w jego politycznych zapędach. Szanuję Martynę Wojciechowską, która dojrzałość do macierzyństwa osiągnęła po zdobyciu niejednego szczytu, nie tylko górskiego. Szanuję Jolantę Pieńkowską, która swoją karierę realizowała jednocześnie wychowując dziecko. Szanuję Ewę Ewart, która przeżyła wiele tworząc „Dzieci Biesłanu” i myślę, że wiele uczuć macierzyńskich tam właśnie zawarła.

Mam przyjaciółki, które są matkami całym sercem. Mam też jednak przyjaciółkę, która wybrała świadome nie-macierzyństwo. Uwierz mi, wcale nie przyszło jej to tak lekko. Długie godziny poświęciłyśmy na przegadanie tematu. Rozmawiałyśmy z wielką empatią dla naszych wzajemnych sytuacji. Wiem, ile trzeba oddać z siebie, żeby być mamą. Błagam, niech mi nikt nie próbuję wmówić, że jest inaczej. Dla mnie od momentu, kiedy zostałam mamą, nie ma to znaczenia. Uwielbiam być mamą. Odnalazłam się w miłości do dzieci jak w żadnej innej sytuacji. Nie tłukłam jednak mojej przyjaciółce do głowy wszystkich patetycznych haseł o macierzyństwie. Wysłuchałam jej obaw. Zrozumiałam wiele z nich. Nie namawiałam.

Namawianie kogokolwiek do tak indywidualnej, intymnej i delikatnej kwestii jak macierzyństwo, jest wielkim brakiem odpowiedzialności. Czy Fundacja Mamy i Taty zapewni każdej z „nawróconych” ewentualną opiekę psychologa oraz opiekunkę do dziecka w sytuacji, gdy eksperyment się nie uda i mama jednak nie będzie chciała być mamą?

Niektóre kobiety nigdy nie będą mamami. Kropka. Jeśli są z tym szczęśliwe – reszta Polski nich spada na drzewo. Podobno mamy demokrację. Podobno mamy prawa. Podobno możemy wybierać to, co dla nas najlepsze. To ja serdecznie podziękuję za podawanie mi na tacy takich kampanii, bo są niezjadliwe. Macierzyństwo to kwestia osobista. I Ty, i ja powinnyśmy decydować zgodnie z tym, czego potrzebujemy.

Co do wartości samej kampanii i spotu, mam taką propozycję dla twórców tego pseudowyciskacza łez: otóż pracowałam kiedyś w ramach wolontariatu w poradni opiekuńczo – prawnej. Widziałam w poczekalni tyle dzieci po traumatycznych przejściach w domu, z historiami, których do dziś nie mogę zapomnieć. Które do dziś rozwalają mi serce. Które do dziś we mnie zostały. To są właśnie dzieci, których mamy nie myślały i nie myślą o macierzyństwie. Nie czują macierzyństwa. Pomimo tego, zostały matkami…

I w tym miejscu apel do powyżej wspomnianych Twórców Tej Jakże Pseudomobilizującej Kampanii. Następnym razem, jak nie będziecie wiedzieć co zrobić z dużym budżetem i przyjdzie Wam do głowy pakowanie tej forsy w bezsensowny spot, zapraszam do takiej poradni. Zapraszam do Domu Małego Dziecka. Zapraszam do rozmowy z tymi dziećmi. I zapraszam do przekazania funduszy na sensowny cel. Na ratowanie dzieci ulicy, dzieci mam, które pod wpływem chwili zdecydowały się na macierzyństwo, nie zastanawiając się nad tym, czy jest ono im pisane.

 

 


2 Discussions on
“NIE ODKŁADAJ MACIERZYŃSTWA NA POTEM! CZYLI JAK ZROBIĆ BEZSENSOWNĄ KAMPANIĘ.”
  • Odważny wpis, ale podpisuję się pod Pani słowami! Wiele kobiet zostaje matkami przez przypadek, ale odnajdują się w tej roli, są też kobiety, które pragną nimi zostać ale z powodów zdrowotnych nie jest im to pisane. Są też kobiety, które nie spotkały odpowiedniego kandydata…i nie mam tu na myśli wygórowanych wymagań kobiet, ale bardzo luźne podejście niektórych Panów do życia. Czy ktoś pomyślał, że „do tego” trzeba dwojga? Może doczekamy się kampanii „Nie zdążyłem zostać ojcem, bo wybrałem swój czubek nosa”. Pragnę zostać mamą ale nie mam zamiaru patrzeć na mężczyznę jak na „dawcę”. Pragnę spotkać w swoim życiu partnera, który również będzie chciał założyć rodzinę, tak jak ja. Tymczasem realizuję siebie poprzez studia, podnoszenie swoich kwalifikacji i (skromne) podróże, bo siedzenie z założonymi rękami nie sprawi, że zostanę mamą.
    p.s. biorę pod uwagę, że treść postu była kierowana do kobiet, z którymi nie mogę się identyfikować, ale mimo to poczułam potrzebę podzielenia się swoim zdaniem. Przepraszam za długaśny wpis ;)

    • Onaaa zgadzam się z Tobą. Wiele kobiet myśli o macierzyństwie. Często. Jednocześnie muszą w swoich rozmyślaniach wziąć pod uwagę wiele innych kwestii, oprócz samej chęci posiadania dziecka. Praca. Warunki finansowe. Partner. I swoje osobiste potrzeby.Podejrzewam, że wiele kobiet, które nie zdecydowały się na macierzyństwo, przeszło bardzo wiele takich rozmów wewnętrznych. I jeśli świadomie podejmują decyzję o rezygnacji z macierzyństwa- szanuję to. To nie są, w większości, egoistki tylko bardzo świadome osoby. Jestem samodzielną mamą. Zachodząc w ciążę, pomimo tego, że wierzyłam w tamtym czasie w moje małżeństwo, brałam pod uwagę, że życie piszę różne scenariusze. Decydując się na dziecko, wiedziałam, że jestem na zawsze odpowiedzialna za drugą osobę. Musiałam zadać sobie pytanie ” a co by było, gdyby..” bo nigdy nie wiadomo, z czym życie nas postanowi konfrontować. Jedno wiadomo- niezależnie od tego, czy Ojciec dziecka będzie wspaniały, czy ucieknie do Tadżykistanu. Niezależnie od tego, czy zawsze będzie w moim życiu różowo, czy też nie. Dziecko będzie. A ja muszę być pewna, że dam radę być Mamą. Zawsze.Ja swoją decyzję podjęłam. A życie dało swoje scenariusze. Niezależnie od tego, nigdy nie miałam wątpliwości. Uważam, że każda z nas powinna dojść do takiego punktu, w którym będzie wiedziała, że niezależnie od wszystkiego – chce być Mamą. Może dojść do tego wniosku przed 30. Może po 40. Może po tym, jak poleci do Tokio :) Niezależnie od wszystkiego- to jest indywidualna sprawa związana z indywidualnymi sytuacjami. I w tej materii nikt nie powinien na nas naciskać.

Leave A Comment

Your email address will not be published.