SAMOTNA MATKA ? PLANOWANE DZIECI?

Plan był inny. Studia, aplikacja, życie garściami brane. Ewentualnie mąż nie-mąż. Dzieci? „Nie dziękuję”. Ciąg dalszy zgodnie z powiedzeniem „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach na przyszłość”…

Dziś dziękuje za to, że mnie nie wysłuchał.

NAJWAŻNIEJSZA

Czerwiec. Epoka Przed Narodzinami Najważniejszej. Już od miesiąca złe samopoczucie, tłumaczone na logikę najgorszą sesją egzaminacyjną, jaką mogłabym sobie wymyślić. Sesja zaliczona, samopoczucie bez zmian. Test ciążowy pozytywny. Histeria. Po raz pierwszy w życiu myśl, że z macierzyństwem sobie nie poradzę. Ja nawet za dziećmi nie przepadam. No dobrze, jakoś może poukładamy, Ojciec Najważniejszej odpowiedzialny. Jakoś się ułoży…

Styczeń. Narodziny Najważniejszej. Już nic innego mnie nie obchodzi. Kocham bez opamiętania. Nawet stopy Najważniejszej są idealne. Po trzech tygodniach wracam do sesji zimowej. Zdaję egzaminy, nie daję sobie ulgowego. Tak, będę najlepsza i w kategorii „macierzyństwo” i „kariera”. Pełne obroty, poradniki o karmieniu i kodeks karny. Całość komplikuje brak relacji z Ojcem Najważniejszej. Rozstanie.

Samotna Matka? Po raz pierwszy spotykam się z tym określeniem w okolicznościach przyrody natury biurokratycznej. Wewnętrzny sprzeciw. Dlaczego? Nie jestem samotna! Jestem z Najważniejszą! Jestem samodzielna. Łączę studia z praca na etat oraz placem zabaw po 17. Sprzątam biura, bo rachunki trzeba zapłacić. Samodzielnie do cholery. Bo nikt nie płaci rachunków samotnie.

 

NAJWAŻNIEJSZY

Plan drugi. Zostać dobrą żoną. Kochać, dbać o koszule, smażyć steki medium, organizować przyjęcia dla znajomych. Realizować marzenia, szczególnie Męża. Tym razem plan wprowadzam w życie. Odkładam na bok swoje aspiracje. Niech poleżą, może kiedyś.. Z pełnym impetem buduję nową rzeczywistość zawodową, ucząc się wszystkiego na własnych błędach. Efekt – dobry. Powstaje marka. W życie wprowadzony zostaje również projekt Mąż – Żona. W sumie po czasie druga firma, z zakresem obowiązków i praw.

Lipiec. Przed Narodzinami Najważniejszego, pięć lat Po Narodzinach Najważniejszej. Ogromna radość. USG potwierdza, że wreszcie jest serce. Cieszymy się ogromnie. Dwie poprzednie próby nie udały się, więc mało było szans, że ta się uda. Ale JEST! Najważniejsza się cieszy. Będzie miała brata. Energia mnie rozpiera. Pracuje na wysokich obrotach. Potem spędzam czas z Najważniejszą, bo boję się, żeby nie poczuła się zagrożona w nowej sytuacji.

Styczeń. Po Narodzinach Najważniejszego. Już wiemy, że nie jest dobrze i nie będzie łatwo. Ma problemy ze stabilnym oddychaniem. Co tydzień pada inna propozycja schorzenia, którego nazwy uczę się jak wyznania wiary. Zaciskam zęby. Nie przyjmuję do wiadomości możliwości, które sugerują lekarze. Będę walczyć. W czasie kiedy nie jesteśmy w szpitalu, żyjemy pełnią życia Ja, Najważniejsza, Najważniejszy i Mąż. Teraz już raczej Ojciec Najważniejszego, bo wydarzenia z życia uświadamiają mi, że znów nie zauważyłam…Plany zrobiłam, zamiast wsłuchać się w siebie i wiedzieć już na starcie.

Lipiec. Rok Po Narodzinach Najważniejszego. Wykluczenie mukowiscydozy. Świat jest kolorowy i piękny! Cieszymy się Najważniejszymi. Cieszymy się wyjazdami. Cieszymy się sukcesami zawodowymi. Cieszymy się z wielu powodów. Nie cieszymy się z bycia z sobą…Po dłuższym czasie rozwód.

 

SAMOTNA MATKA

Dziś ogarniam kilka rzeczywistości, takie moje równoległe światy. W jednym są rozmowy z Najważniejszą o dorastaniu, treningi piłki nożnej Najważniejszego, gotowanie obiadów, ogarnianie naszego królika Czesława alias Bobek, składanie mebli z Ikei (które od miesiąca czekają na to, aż faktycznie się za to zabiorę). W drugim – realizacja planów zawodowych, zdobywanie wiedzy o SEO, pokazy, nowe projekty. W trzecim – moje Przyjaciółki, rozmowy do późnej nocy o życiu, równowadze, polityce i facetach. Te światy się przenikają. Tworzą jeden, nieco chaotyczny ale mój obraz.

Po co Ci to wszystko opowiedziałam? Żebyś mogła lepiej może zrozumieć skąd się wziął mój sprzeciw wobec stwierdzenia : „Jesteś samotną matką”. Nie jestem samotna. Pokazałam Ci jak bardzo mój świat jest wypełniony przez dzieci, ludzi mi bliskich, zdarzenia. Przydomek „samotna matka” potrafi zaboleć. Ma dla mnie jakiś taki patologiczny wydźwięk. Nie wybrałam takiego scenariusza, w którym zostaję sama z dziećmi. Tak wyszło. Życie. Jestem samodzielna. Codziennie.

Wniosek jeden. Warto dostrzec ile taka kobieta doświadcza szczęścia z tego, że samodzielnie dba o szczęście swoich dzieci. Warto dostrzec ile też trudu wkłada w to, żeby samodzielnie tą rzeczywistość ułożyć w szczęście. Samodzielnie. Bo szczęścia nie doświadcza się przecież samotnie.

W Polsce nadal panuje takie dziwne przeświadczenie, że skoro kobieta jest sama z dziećmi, to coś z nią nie tak, coś się nie udało. Jestem w języku urzędowym niczym osobny twór społeczny – kobieta samotnie wychowująca dzieci. Ta nieszczęśliwa nazwa z góry podświadomie klasyfikuje mnie obok „osamotniona” tudzież „nieszczęśliwa. Błąd. Cieszę się, że mogę żyć zgodnie z sobą. Mam wolność, która nijak nie kojarzy mi się z samotnością. Płacę jednak swoją cenę. W życiu nic za darmo. Mam bardzo często dwa razy więcej zajęć niż ustawa przewiduje:) Mam ogromne poczucie odpowiedzialności za moje dzieci, czasem dopadają mnie myśli „A co jeśli coś by mi się stało..Jeśli zachoruję..”. Szybko takie myśli odsuwam. Afirmuję dobrą przyszłość. Mam pomoc Ojca Najważniejszego, jak i Najważniejszej. To usprawnia działanie patchworkowego systemu.

Czasem tylko dostrzegam wyraz triumfu na twarzy mężatek podążających pod rękę z mężami na zakupy lub na niedzielny spacer. W takich momentach chciałabym, żeby nasze społeczeństwo było bardziej świadome. Chciałabym, żeby ludzie uświadomili sobie, że to nie pomaga. Każda kobieta, która decyduje się na wychowywanie dzieci samodzielnie, podejmuje bardzo trudną decyzję. Czasem ta decyzja jest podjęta za kobietę. Czasem kobieta nie ma wyjścia. Różne są przyczyny.

Jeśli jesteś mama samodzielnie wychowującą dzieci, wiesz o czym mówię. Wspieram Cię. Jeśli jesteś mamą, która cieszy się funkcjonowaniem w pełnej rodzinie, chciałabym, żebyś popatrzyła na samodzielne mamy ze zrozumieniem. Opowiedziałam Ci bardzo osobista historię, po to żebyś wiedziała, że byłam po obu stronach macierzyństwa- w rodzinie pełnej i tzw. patchworkowej. Jesteśmy matkami, niezależnie od rodzaju związku, układów rodzinnych itd. Wspierajmy się wzajemnie. Wiemy ile szczęścia płynie z macierzyństwa. Wiemy ile trosk trzeba czasem przeżyć aby to szczęście osiągnąć. Doceniajmy się wzajemnie :) Popatrzmy na siebie ze zrozumieniem.

Nie jest to pieśń ku chwale samodzielnego macierzyństwa. Chciałam Ci tylko pokazać wielowymiarowy charakter takiej sytuacji, jak również zwrócić uwagę na wydźwięk, dla mamy takiej jak ja, zwrotu „samotna matka”. Samodzielna zdecydowanie brzmi lepiej. Dla kogoś może to być tylko kwestia zwrotu, dla mnie ma większe znaczenie.

 

 

 

 


5 Discussions on
“SAMOTNA MATKA ? PLANOWANE DZIECI?”
  • Ja się chętnie wypowiem jako dziecko wychowane przez matkę samodzielną i do tego osobę chorą umysłowo i proszę ja dziecko zdrowe owszem pomagała mojej mamie babcia i nie czuję, że jako dziecko mnie zaniedbano. Za to ojciec zdrowa osoba mnie olała i okazał się mniej odpowiedzialny od tej chorej kobiety a jak nasze społeczeństwo patrzy na chorych ludzi też mających dzieci bez komentarza i do tego głupie docinki ze strony dzieci ze szkoły.

  • Ciekawy post, osobisty. Dziękuję, że się podzieliłaś! Polskie społeczeństwo nie dorosło jeszcze do tego, aby zrozumieć, że ktoś może być samodzielny, dbać o karierę, dbać o siebie, dbać o swoje dzieci – w ‚pojedynkę’, ale niekoniecznie samotnie. Że można być szczęśliwym, że można pogodzić tak wiele rzeczy (rodzicielstwo, karierę, bycie gospodynią domową, wieczorki z przyjaciółmi etc) Jednocześnie – obserwując drugą stronę medalu – wiele kobiet jest innych niż Ty – one chcą, aby na nie patrzono ze współczuciem, chcą, aby miały z górki, chcą iść na skróty – bo tak łatwiej, bo są samotne z dzieckiem, bo będą mieć z tego korzyści, bo nie wierzą w siebie i miliony innych „BO”. A patrząc jeszcze na trzecią stronę medalu – są kobiety z mężami, nieszczęśliwe, bite przez nich albo bijące ich, zdradzające i zdradzane, są kobiety poświęcające się mężom lub dzieciom i co za tym idzie – cierpiące przez to, bo zatraciły swoje życie, zatraciły marzenia, albo nie mają pomysłu na samą siebie; są kobiety, które musiały dokonać wyboru, albo zrobiły to „bo rodzina chciała”, albo z desperacji i lęku przed bycia samotną – i to one najczęściej chcą pokazać, że są lepsze, że mają więcej, aby ukryć swój smutek i lęk, aby nie pokazać nikomu jak bardzo są nieszczęśliwe. Ale obserwuję też kobiety na spacerze z mężem i dziećmi, są szczęśliwe, są życzliwe, są wyrozumiałe – takie też się zdarzają i trzeba wierzyć, że będzie ich więcej :) Każdy ma swoją historię, każdy ma swoje wzloty i upadki, ale trzeba się podnosić i iść dalej, z podniesioną głową i siłą, jakby dopiero co się zaczynało życie – życzę Ci powodzenia z całego serducha! Aby Twoja samodzielność była wzorem dla innych :)

    • Dziękuje Wine Lady :) Zgadzam się z tym, co napisałaś : ile kobiet tyle historii…Różnych. Czasem trudnych, czasem z happy endem. Poruszyłam temat samodzielnego macierzyństwa, bo bezpośrednio dotyka mojego życia. Chciałabym, żeby kobiety, o których wspomniałaś, mogły odnieść się do tej historii, jako przykładu na to, że się uda :)

  • Samodzielna mama. Bardzo mi się podoba ten zwrot. Słyszę po raz pierwszy, ale od dziś będę używać :)

Leave A Comment

Your email address will not be published.